sobota, 21 stycznia 2012

there is a road and it leads to valhalla...

No tak. W sumie nie wiem od czego zacząć. Zamiast się uczyć zajmuję się różnorakimi innymi rzeczami. Ale będę się uczyć. Obiecuję. Od jutra.

Mmm. Tak. Dzieje się dużo. Wczoraj miałam pierwszy egzamin i tym samym połowę sesji mam za sobą. W sumie nie chcę tego pamiętać. Poszło dobrze, ale jednak nie chcę pamiętać. No. I ten pierwszy egzamin pozwolił na cudownego alkoholowo-gastronomicznego tripa po stolicy. Zaczęliśmy od dużej michy chińskiego żarcia. Omnomnom. Poprawiliśmy pączkiem z Chmielnej (jak lans to lans) z czekoladą i wiśnią. Pycha. Wiem, że trochę wstyd, że na Chmielnej, ale te pączki są niesamowite. Jak w domu. Serio. Po pączku przyszedł czas na szocika za 2 zł w "ulubionej". Grejfrutóweczki. Pączek nasiąkł w żołądku wódą i stał się jeszcze cudowniejszy. No i finalnie - piwo. Pawilony to dobre miejsce. Jest tam taka przyjemna knajpa z czerwonym dywanem na suficie. I czerwonymi ścianami. Chciałabym mieć taki dywan w domu kiedyś. O, i były jeszcze bardzo wygodne fotele. Aaaa i w końcu spróbowałam Żywca Bock. Jest dooobry. Po porterze wydawał się słodki i delikatny. Ale jest dobrym piwem. Polecam.

I dostałam wielką czekoladę za notatki z historii. Hihi. Opyla się chodzić na wykłady i posiadać jedyny na wydziale zeszyt z notatkami. Milka Triolade. Czysta gram. :D

A teraz siedzę i słucham Gotye i Lady Gagi. Wstydzę się i chyba nie powinnam tego pisać. Ale takie są fakty niestety. Piję kawę i konsumuję rogale. Mam termoforek. Cieplutki termoforek w serducha ze sklepu dla najbiedniejszych. Nie mogłam się powstrzymać, kiedy go zobaczyłam. A kosztował cale 14,50 zł. I upiekłam dziś miliard dyniowych rogalików z orzechowym nadzieniem. Są niesamowite. Zanim udało mi się upiec drugą porcję, to pierwsza została pochłonięta w całości (porcja = 12 do 16). Może wrzucę przepis? Tak! Wrzucę!

Składniki:
CIASTO
  • 600 g mąki
  • 100 g masła
  • 1 szklanka mleka
  • 2 i 1/3 łyżeczki drożdży suszonych
  • 1/3 szklanki cukru
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 3 żółtka
  • 3 czubate (mocno czubate) łyżki dyniowego puree
  • około 3/4 łyżeczki soli
NADZIENIE
  • około 1 i 1/3 szklanki siekanych/mielonych orzechów laskowych
  • 50 g cukru
  • 50 g stopionego masła
  • cynamon (ile kto lubi)
Dobra. To topimy masełko. Dorzucamy do niego cukier i mleko i mieszamy. Ucieramy żółtka z dyniowym puree i cukrem waniliowym. I mieszamy razem to wszystko. Potem w drugim naczyniu mieszamy sobie mąkę z drożdżami i solą. I potem wszystko razem wyrabiamy na jednolite ciasto. Czasem trzeba dorzucić trochę mąki ja z 200g to dosypałam swobodnie. No, ale może to dlatego że wrzuciłam prawie cały słoik tartej dyni.

No. I potem to zostawiamy na jakąś godzinę. Aż mniej lub bardziej podwoi masę. A w międzyczasie przygotowujemy nadzienie. Siekamy orzechy, wrzucamy do rozpuszczonego masła, dosypujemy cukru i cynamonu. Mieszamy. Tadaam.

Wycinamy trójkąty z rozwałkowanego ciasta. Nakładamy nadzienie i zawijamy od podstawy do szczytu trójkąta. Smarujemy pozostałym z jajek białkiem. Pieczemy toto około 15 minut w 180 stopniach. Mój upośledzony piekarnik niestety przypala od dołu więc musiałam je obracać, ale w normalnym niegazowym piekarniku wszystko powinno być spoko.

Badum tsss.

Czas na podróż do Nordlandu, do kraju wikingów i wiecznej zimy. 
Taaaaak. Do Valhalli.


Mam nadzieję, że nie czyni mnie to kucem.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

feels bad man.

Smutki. Muszę się uczyć, eh... Tak bardzo mi się nie chce. Tak bardzo bez sensu. Z niczym i tak nie zdążę, a nie mogę się ogarnąć. Jest mi zimno. Siedzę w dresach, frotowych skarpetach, podkoszulku, bluzce, polarze i rękawiczkach. Zimno nadal.
Eh. I w ogóle. Nawet nie mam komu pomarudzić. Źle mi.

piątek, 30 grudnia 2011

sylwestrowe omnomnom part 2.

No i poza tymi chałwowymi muflonami, zrobiłam jeszcze dyniowe. Dyniowych z podanych proporcji wyszło 20. Dumdumdumdum, muffiny dyniowe z lukrem!

Składniki:


SUCHE:
  • 2 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
MOKRE: 
  • 0,5 szklanki oleju
  • 1 szklanka mleka
  • 1 jajko
+ 1 - 1,5 szklanki startej dyni lub dyniowego dżemu

Lukier: 
  • 1 łyżeczka jogurtu naturalnego
  • duuuużo cukru pudru (coś  koło szklanki)
Przygotowanie:
Standardowe. Mieszamy suche, mieszamy mokre, potem wszystko razem. Na końcu dodajemy dynię i tez mieszamy. Nakładamy do papilotek i pieczemy 15 minut w 180 stopniach.

Lukier: Do miseczki wrzucamy łyżeczkę jogurtu naturalnego. Potem sypiemy tam tyle cukru pudru, ile jogurt jest w stanie przyjąć. Mieszamy. Lukier powinien być gęsty - żeby szybko zastygł  ;)
Lukrujemy ostudzone muffinki. Voila! 


sylwestrowe omnomnom part 1.

Jestem dobrą siostrą. Jutro spadam do Warzone, no i jako ta dobra siostra postanowiłam pomóc mojemu bratu w przygotowaniu sylwestrowego jedzenia. A konkretnie muffinków. Najpierw... najpierw za inspiracją brata - łaciate muffiny, uwaga Z CHAŁWĄ!

Składniki: 


SUCHE:
  • 1,5 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 3/4 szklanki cukru 
MOKRE:
  • 1 szklanka mleka
  • 1/3 szklanki oleju
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
+ CHAŁWA!
+ 1 łyżka kakao (ale uwaga! tylko do połowy ciasta!)

Wykonanie:

Najpierw mieszamy razem składniki suche. Potem mieszamy razem mokre. No i jak zwykle, mieszamy suche z mokrymi, tradycyjnie wszystko łyżką. Teraz innowacja - dzielimy masę na dwie części! Do jednej z nich wsypujemy 1 łyżkę kakao. Kroimy sobie chałwę na kawałki. Jak duże? To zależy jak bardzo lubimy chałwę ;) Dalej. Nakładamy do papilotek pierwszą warstwę masy. Na przykład ciemną (tę z kakao), albo jasną, no co kto woli. Potem wrzucamy po kawałku chałwy. I na to wszystko ciapiemy drugą warstwę masy. Dla odmiany jasną. No albo ciemną, jeżeli pierwsza była jasna. Pieczemy przez 15 minut w 180 stopniach. Tadaaam :D Wychodzi 12 muflonków :)



niedziela, 25 grudnia 2011

christmas chill.

Delikatny zarys sytuacji. Wyobraźcie sobie, powigilijny wieczór,  w telewizji leci "Love Actually". Śniegu nie ma, ale można go sobie wyimaginować. Brzuszek pełen, wszystko taaaaakie dobre. Dostałam pod choinkę od Świętego Mikołaja skarpety. Ale nie takie zwykłe skarpety. Dłuugie, gruuube i bardzo zimowe (inna sprawa, że zimy nie ma). Są super! (Kto to widział, żeby tak się ze skarpet cieszyć?)

Dwa. Mam czas i ochotę, żeby oglądać filmy. I obejrzałam. Z bratem zupełnie nieświąteczny "Team America". I przyznam szczerze, że był dosyć zabawny. W sumie nawet trafia do mnie taki głupi i odmóżdżający humor. A warto nadmienić że "Drużyna Ameryka" to obraz pochodzący od twórców "South Parku". Wiadomo, zatem, jakiego poziomu żartów możemy się tam spodziewać. 

Z bardziej świątecznych rzeczy, to z mamą obejrzałam "The Holiday" z Cameron Diaz, Kate Winslet, JB i Judem Law (!) Jako, że generalnie nie gustuję  w komediach romantycznych, to byłam mega zaskoczona, że akurat ta mi się podobała! Nie była jakaś wymagająca, w sumie nawet można powiedzieć, że przewidywalna, ale taka ładna i przyjemna... Polecam! Będzie teraz druga na liście po "Love Actually" w moim prywatnym rankingu. Cameron Diaz zabawna, Kate Winslet bardzo przyjemna, JB jak to JB, i Jude Law boski jak zawsze. Taaak, polecam.

sobota, 24 grudnia 2011

christmas gingerbread cake!

No. Last but not least, jak już wcześniej pisałam. Piernik! Doskonały piernik, przełożony śliwkowymi powidłami. Taaak.

Składniki:

  • 125g margaryny/masła (pół kostki)
  • 1 szklanka cukru
  • 2 łyżki miodu
  • 2 łyżki powideł śliwkowych 
  • 4 łyżeczki przyprawy korzennej/do piernika
  • 1 łyżeczka cynamonu 
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 czubata łyżka kawy rozpuszczelnej
  • 1 szklanka mleka
  • 2 jajka
  • 2 szklanki mąki
+ powidła śliwkowe do przełożenia piernika
+ tabliczka gorzkiej czekolady i łyżeczka kawy rozpuszczalnej na polewę

Przygotowanie:

Do garnka wrzucamy masło i topimy je. Kiedy się już roztopi dorzucamy cukier (nadal gotując), miód (ciągle gotujemy), powidła śliwkowe (taaak, gotujemy), przyprawę korzenną i cynamon. Gotujemy jeszcze przez chwilkę i zdejmujemy z gazu. Czekamy minutkę i do masy dodajemy sodę, kawę zbożową, mleko i roztrzepane jajka. Masa prawdopodobnie zapieni się. To dobrze - powinna. Stopniowo dosypujemy mąkę. Wszystko trzeba rozmieszać tak, aby zniknęły mączne grudki. Ja zrobiłam to mikserem. Łyżką bym się chyba zamęczyła ;)
Tak powstałą masę wlewamy do formy (keksówki) i pieczemy przez około 40 minut w 180 stopniach.

Po wyjęciu czekamy aż ciasto całkowicie wystygnie. Wtedy kroimy je na pół (jak bułkę na kanapki) i smarujemy powidłami śliwkowymi. Ogólnie to przekładanie konfiturą jest opcjonalne, nie trzeba tego robić, ale taki przełożony piernik jest chyba fajniejszy. 

No i punkt ostatni - polewa. Łamiemy gorzką czekoladę na kawałki, roztapiamy w miseczce włożonej w druga miseczkę (do której wlewamy z kolei wrzątek) - ogólnie rzecz biorąc, topimy czekoladę nad łaźnią wodną ;D Najlepiej topią się chyba Wedle, ja dysponowałam jedynie biedacką "Amelią" za 1,69 zł, więc dodałam ze 2 łyżki mleka, żeby ładniej się stopiła. No i do tej roztopionej czekolady wsypujemy łyżeczkę kawy rozpuszczalnej. Mieszaaamy. Polewa nabiera wtedy smaku cukierków czekoladowych o smaku kawowym. Rozsmarowujemy polewę na pierniku i gotowe! Powinna zastygnąć (mniej lub bardziej) w mniej niż pół godziny.


Kradzione stąd :)

piątek, 23 grudnia 2011

christmas poppy-seed cake!

Z tego przepisu piekę makowiec odkąd sięgam pamięcią. A tam gdzie nie sięgam, to mam zdjęcia na dowód tego, że będąc małym dziecięciem "pomagałam" mamie w przygotowaniu tegoż.


Do makowca potrzebujemy: 

  • 0,5 kg mąki
  • 15 dag masła/margaryny
  • 3 jajka
  • 7 dag drożdży
  • 2-3 łyżki kwaśnej śmietany
  • cukier waniliowy
  • 2 szczypty soli
i puszkę gotowego maku do nadzienia!



A zatem do dzieła! 
Rozcieramy drożdże w śmietanie. Odstawiamy. W międzyczasie mieszamy mąkę z margaryną. Dodajemy roztarte uprzednio w śmietanie drożdże, jajka, cukier waniliowy i sól. Wyrabiamy dokładnie. Ja dzielę ciasto na 3 części - 2 mniejsze, 1 większą. (Dwie piekę w popularnych keksówkach, a trzecią w takiej dłuższej formie.)* Następnie rozwałkowujemy ciasto. I pokrywamy makową masą. Zwijamy w rulon i odstawiamy na jakąś godzinkę do wyrośnięcia. W ciepłym miejscu. Pieczemy mniej więcej pół godziny w 180 stopniach. Omnomnomnom.
A! Zapomniałabym. Makowiec można posypać cukrem pudrem. Tudzież udekorować polewą lub lukrem. No, ja tym razem odpuściłam ;)


* Oczywiście, makowce da się piec również bez formy! W formie wygodniej ;) I chyba bardziej kształtne wychodzą, ale robiłam też bez - po studencku, hehe, i działało!